Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 30 grudnia 2010

Sorry ale ZAWIESZAM!!!!!!!!

Bardzo was wszystkich przepraszam!!! Ale niestety zawieszam bloga. Nie mam poprostu czasu pisać ;( I jeszcze mi komputer muli ;( Sorry ze dzisiaj nie dodałam nn ale komp mi sie zjebał i nie miałam dostępu do neta ;/ Za tydzeń lub 2 wracam i obiecuje że bd mnóstwo nowych rozdziałów ;P Lovciam was <3 Pa ;***

Uwaga!!!!

Sorry że nie dodawałam nn, ale byłam u babci a tam nie ma dostepu do neta ;/;/;/ Za chwile bd nn ;P Lookać tam bo mamy mało czasu http://twitition.com/xgbcb ;) I jeszcze jedno- http://belieberkowo.blogspot.com/ Polecam jest świetny!!! Mam nadzieje ze pomożecie a zaraz następny!

Dzięki <333

czwartek, 23 grudnia 2010

Wstałam o 4.00 za godzine mam być na lotnisku z mamą. Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki się wyszykować. Zeszłam na dół, śniadanie było na stole. Siadłam do stołu i zaczełam pochłaniać posiłek. Po zjedzeniu pobiegłam na góre po rzeczy, mama już czekała przed domem. Wpakowałyśmy walizki do bagażnika i odjechałyśmy taxówką. Gdy juz byłyśmy na miejscu to był straszny tłok. Po długiej odprawie wsiadłyśmy do samolotu i odleciałysmy. Podróż była bardzo męcząca. Gdy już byłyśmy na miejscu to zobaczyłam na lotnisku Chrisa i Caitlin.
K:Hej jak ja dawno was nie widziałam.- Powiedziałam i mocno się do nich przytuliłam.
Ch(Christian): No jakieś 5 lat.- Powiedał i wystawił swój aparacik.
C(Caitlin): Tak, tak pogadacie sobie w domu a teraz w droge.- Westchneła i gestem ręki pokazała nam taksówke stojącą przed wyjściem.
Pan kierowca wyszedł z pojazdu i wziął nasze walizki a my wsiedliśmy do samochodu. Na miejsce dojechaliśmy po 30 minutach. Zabraliśmy walizki z mamą a Christian nam pomógł. Stanęłam przed domem jak słup nie wierzyłam w to co widze, 5 lat temu był tylko mały domek w którym ledwie się wszyscy mieścili, a teraz to wygląda jak dom z moich snów jest ogromny i taki piękny. Weszlismy do środka. Zaczełam wszystko powili zwiedzać. Kuchnia była duża i i bardzo ładnie urządzona, w salonie była wielka plazma, dwie białe sofy, mały sttoliczek i fotele także białe. Powoli zaczęłam wchodzić po schodach na góre. Na dzwiach pokoji były powieszone karteczki z imieniami. W koncu znalazłam swoją. Powoli uchyliłam dzrzwi, i zobaczyłam piękny fioletowy pokuj z balkonem. Stało tam wielkie łóżko było ono białe, biórko z krzesłem o którym zawsze marzyłam i.. drzwi, chyba do łazienki. Otworzyłam je powoli i miałam racje to były drzwi do łazienki. Nigdy nie pomyślałabym ze bede miała własną łazienke. Ale ku mojemu zdziwieniu ukazały mi się następne drzwi. Bez chwili zastanowienia poszłam zobaczyś do czego prowadzą, i zobaczyłam garderobe była mała w szafą, komoda i szafka na buty. Ze łazami w oczach zbiegłam na dół i zaczęłam dziękować cioci, mamie, wójkowi i kuzynom.
Ch: I jak ci sie podoba?
K: Żartujesz?! To jest dom marzeń! Jesteście kochani!!!
C: Tez tak mówiłam jak pierwszy raz tu weszłam.
Ch: To twraz idż się rozpakuj, pózniej pójdziemy na miasto.
S(Sarah): A obiad?
Ch: Och mamo zjemy na mieście.
S: No dobrze.
Zabrałam walizki i poszłam na góre. Zaczęłam sie rozpakowywać. Zajeło mi to jakieś 45 minut. Wzięłam ubrania i poszłam się wykąpac po podróży. Gdy wokonałam czynność wsadziłam telefon do kieszeni i zeszłam na dół. Ubrana byłam w żółte rórki i niebiesko-fioletowe skaty. Bluzka była z krótkim rękawem, błękitna i z napisem "The show must go on". Christian juz na mnie czekał, a z nim jakis chłopak którego nie załam.
K: No to idziemy?
Ch: Yyy... No tylko na ciebie czekamy.
K: łehehehe... bardzo śmieszne.- Chłopak tylko stał i uśmiechał sie pod nosem.
Ch: Yyy.. przeciez wy się nie znacie. Katy to jest Justin, Justin to Katy.- Wydukał i puścił oczko do Justina.
J: Siema, miło cie poznać.- Powiedzał i wystawił swoje snieżno bałe zęby.
K: Chwila, chwila ja cie skąś znam? Czekaj ty jesteś Justin Bieber.
J: Tak tylko prosze nie piszcz.
K:Spoko nie będe.
J: Czyli ty nie jestes moją fanką? och nie nastepna antyfanka mam juz dość.
K: Nie martw się lubie twoje pisenki, ale nie jestem swirniętą fanką.- Westchnęłam i pusciłam oczko.
Ch: No tak wy tu gadu-gadu a mcdonald nam zamkną.
K: Och nie maródź, juz idziemy.- I wyszliśmy. Poznałam Justina na pierwszy rzut oka wydaje sie miły. Ma piękne czekoladowe oczy, znacznie ładniejsze niż na fotkach.
J: Z kąd jesteś?
K: Jestem z Polski, wiesz chociaż gdzie to jest?
J: No wiem a co?
K: to czemu nie chcesz odwiedzić swoje polskie fanki?
J: Niewiem mój menager mówi że tam sie nia obłaca robić koncertów.
K: A tam, nie słuchaj go. Widzałam na wielu polskich forach co one o tobie piszą. I naprawde nie uwierzyłbyś jak one cie wielbia, dzielą sie swoimi wrażeniami i uczuciami co do ciebie, ja byłam pod wrażniem.
J: Zastanowie sie nad tym, a pózniej mi pokażez co one tam piszą.
K: Spoko- Powiedziałam i się uśmiechnęłam.
J: Masz ładny usmiech.
K: Dzieki ty też.- Odpowiedziałam i usmiechnęłam się najładniej jak mogłam a Justin sie tylko zasmiał.
Ch: Justin moze zostaniesz u nas na noc? Moi rodzice i mama Katy idą na impreze wrócą pewnie jutro wieczorem.
K: No to jest świtny pomysł.
Ch: Ma się ten talent.- I znów wyszczerzył swooje ząbki.
J: Pewnie ze zostane, moja mama napewno się zgodzi.
Doszliśmy do mcdonalda. Ja zamówiłam McChiken i cole, a Justin i Chris zestaw. No tak tego mażna się było spodziewać po Chrise, no a Justin następny dzieciak. Wrócilismy do domu, byłam wykończona więc poszłam wziąść gorącą kąpiel. Jeszcze dzisiaj przychodzi Justin nie wiem czy wytrzmam...


***

Siemka ;P Co tam u was słychać??? U mnie jest Goood, mam dzisiaj dobry humor więc napisałam!! Jutro swięta, moze dostaniecie ode mnie jakiś prezent ;) Kto nie moze dać koment. pisać na gg 22748429!! Do jutra ;***

niedziela, 19 grudnia 2010

Rozdział 4:Może ja ci opowiem kotku.

"C: Nic nie da twoje przepraszam, nic ono nie zmieni rozumiesz!!!?
Krzykneła po raz kolejny i wybiegła z domu....."

Chciałam za nią pobiec ale Mike powiedział że on to załatwi a ja mama się nie martwic tylko wracać do domu. Tak też zrobiłam. Siedziałam w swoim pokoju i czekałam tylko na telefon od Mike'go. Wkońcu zadzwonił:
"Rozmowa telefoniczna"
K: No hej i co??
M: Możemy do cb przyjść?
K: Pewnie, jeszcze pytasz?
M: Ok to będziemy za chwilę.-Rozłączył się. Skoro chcą do mnie przyjść we dwoje to znaczy że jest ok. Wszystko się pieprzy, ja wyjezdżam, Mike też, a Cami zostaje sama. Pójdę porozmawiać z mamą, może zgodzi się na zmienienie daty wyjazdu. Mama była w swoim pokoju, siedziała na łóżku po turecku i cztała książkę.
K: Mamusiu możemy pogadać?
Mm: Jasne, coś się stało?
K: Bo chodzi o to, że my wyjeżdżamy i Mike też, bo jego mama jest chora, a Cami zostaje tu sama i chciałam przełożyć nasz lot.
Mm: Ok, nie ma sprawy. Przyjaciele to przyjaciele wiem coś o tym.- Odrzekła i puściła mi oczko.
K: Dzięki mamuś, jesteś kochana!- Krzyknęłam i mocno ją przytuliłam.
K: Idę powiadomić przyjciół!!!
Na początek zadzwoniłam do Mike'go:
K: Hej mam dla ciebie świetną wiadomość.
M: Jaką? Tylko szybko bo ja tez mam ale wspaniałą.
K: Zostaje dłużej, moja mama się zgodziła żeby przełożyć wyjazd. A jaka jest ta twoja wiadomość?
M: Ja nie wyjeżdżam wcale, będę mieszkał u cioci pare ulic z tąd. Mój tata stwierdził że tak będzie lepiej dla wszystkich.
K: Jej to super! Czyli ja nie musze przekładać wyjazdu?
M: Nie musisz, i nie krzycz tak tylko choć do mnie, a ja zaraz zadzwonie po Cami.
K: Ok. Tylko zawiadomie mama.
Po rozmowie z Mike'em pobiegłam da góre powiadomić mame że wychodzę i że jednak nie musi przekładać wyjazdu i poszłam do przyjaciela. Zapukałam do drzwi.
K: Siemka mogę wejść?
M: Jasne wchodz, Cami juz jest.
C: Hej słyszałam że czeka mnie jakaś poważna rozmowa.
K: Tsaa mozna tak powiedzieć, ale zapewniam sie że wyjdziesz z tego domu najszczęśliwa ze wszystkich.
C: Juz się ciesze. To o co chodzi?
M: Moze ja ci opowiem kotqu.
C: Słucham uważnie.
M: Katy wyjeżdż do Atlanty, ale ja zostaje będę mieszkał kilka ulic stąd. Specjalnie dla ciebie ślicznotko.- Wydukał i pocałował Cami.
K: To wy sie tu cieszcie, a ja ide do domu jutro z samego rana wylot a muszę się jeszcze spakować.
CiM: To pa trzymaj się ciepło.
C: I pamiętaj o nas.
M: Masz dzwonic codziennie!
K: Jak mogłabym zapomnieć. Papa.- Ostatni raz sie porzegnaliśmy a miałam świeczki w oczach. Doszłam do domu w 5 minut, a raczej dobiegłam. Weszłam do domu i poszłam do kuchni, chwyciłam jabłko do ręki i pobiegłam na górę. Zaczełam się pakować. Skończyłam około 22.
K: To chyba juz wszystko.- POwiedziałam sama do siebie i poszłam do łazienki się wykąpac. Jutro długi dzień. Zasnełam ja dziecko.


***

I mamy czwarty rozdział jutro bd piąty obiecuje;*** Jeżeli ktos nie może dodac koment. to prosze pisac na gg: 22748429 ;P Dzięki za motywacje i do NN ;)))

sobota, 18 grudnia 2010

Rozdział 3: Moja mama jest chora na raka piersi.

Wstałam rano i poszłam zobaczyć się w lustrze, no tak wyglądam koszmarnie. Na szczęście mama powiedziała że nie musze iść dzisiaj do szkoły, a właśnie mama pójde zobaczyć co z nią.
Weszłam do jej pokoju lecz tam nikogo nie było, więc postanowiłam zejść na dół. Siedziała w salonie i rozmawiała z kimś przez telefon nie chałam jej przeszkadzać więc poszłam do kuchni. Byłam strasznie głodna i wymysliłam ze zrobie jajecznice. No taak mama nie zrobiła zakupów i nie ma jajek w domu. Trudno wymyśle coś innego. No to zostały mi płatki z mlekiem. przygotowałam posiłek i szybko go zjadłam. W tym samym czasie mama skończyła rozmowe.
Mm(mama): Córciu mam dla ciebie dobrą wiadomość.- Przyszła do kuchni i usiadła naprzeciwko mnie.
K: Co to za wiadomość?
Mm: Sarah ( mama Chrisa i Caitlin) powiedziała że mozemy przyjechać w każdej chwili. Wiedziałam ze moge na nia liczyć, jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.
K: Yeah!!!!- Krzyknełam skacząc przy tym z radości.- Mamo kocham cię!!!
Mm: Ja ciebie też córciu i dziękuje że jesteś przy mnie, bałam się twojej reakcji i tego ze mnie znienawidzisz.
K: Ja? Och mamo nie mogłabym.
Własnie w tej samej chwili przyzedł sms od Mika:

" Katy możesz do mn przyjść??? To pilne"

Taki sms od Mike'ego? Dziwne. No ale skoro to pilne to ide. Krzyknełam tylko mamie że wychodze i poszłam. Gdy byłam juz przed dzwiami zapukałam i usłyszałam ktrótkie "prosze" wię weszłam.
K: No hej. Coś się stało? - Mike siedział na kanapie w salonie z smutną miną a obok niego Cami.
M: W sumie to tak. Musimy pogadać.
K: No to o co chodzi? - Posłałam Cami gest czy wie o co chodzi, ale ona także gestem odpowiedziała nie.
M: No więc tak, moja mama jest chora na raka piersi. Nie mówiłem wam tego wszesniej, ale skoro Katy wyjeżdża a ja nie mogłem już tego dalej ukrywać. Razem z mamą przeprowadzamy się do Atlanty, są juz tam załatwione wszystkie badania i dalszy proces leczenia. mój tata to wszystko wymyslił, zapłacił, pozałatwiał itp. Jest jeszcze jedna zła wiadomość. Skoro ja i Katy wyjeżdżamy Cami zotajesz sama. - Tak opowiadał że obie miałyśmy szklanki w oczach, po skończeniu tylko spuscił głowe na dół, widać było ze jest smutny.
C: Nie możliwe. Czyli zostaje sama??
K: Na to wygląda.
C: Jak mogłes mi nie powiedzieć!?- Krzykneła i rozryczała się jak małe dziecko.
M: Cami ja przepraszam.
C: Nic nie da twoje przepraszam, nic ono nie zmieni rozumiesz!!!?
Krzykneła po raz kolejny i wybiegła z domu.....CDN

***

No i jest trzeci rozdział ;P Podoba mi się xD Wiem że nie możecie dodawać koment. na blogu i też nie wiem z jakiego powodu więc piszcze na gg: 22748429 Bd czekała ;*** NN ja napisze, czyli może jutro <333